Własność ciała i handel organami
Szanowna Pani Natalia Dueholm swoim artykułem Prywatyzacja banków krwi poruszyła we mnie pewną kiełkującą ideę, o której już dawno chciałem napisać. Kiedyś już poruszyłem ten temat na blogu.
Co to za idiotyczny wymysł z punktu widzenia etyki własności, by organami (krew, nerki, serce) nie można było handlować? Jest to zbrodnicze zagarnięcie własności!
Dlaczego tak mocno przeciw temu protestuję? Otóż ciało jest moje! Moje życie nie jest moje, ale ciało jest! I każda uzurpacja moich praw wynikających z własności jest nieetyczna, jest kradzieżą, czasami kradzieżą zuchwałą, za co prawodawcy tradycyjnie wymierzali większe kary. Jeśli bowiem moje ciało nie jest moje, to prowadzi to w prostej konsekwencji do niewolnictwa (chodzi mi tu o wymuszone zniewolenie), polowania na organy, w końcu jest to odebranie nam prawa do naszego życia. A przecież zgodnie z tradycją chrześcijańską życie ziemskie niejako dzierżawimy. Ateiści maja jeszcze prościej – oni są właścicielami swojego życia (przynajmniej im się tak wydaje).
Chciałbym również zauważyć, iż wolność, o jakiej zwykle mówimy jest to samowola, czyli wolne sprawowanie władzy nad ciałem. Podam przykład, w jaki sposób negowana obecnie władza ta przyczyniłaby się do wzbogacenia poszczególnych, szczególnie biednych ludzi. Jeśli możliwe byłoby zapisanie w testamencie czy umowie przekazania organów zbędnych (czyli po śmierci lub niekoniecznych do przeżycia, takich jak jedna nerka) na rzecz innej osoby. W ten sposób można by się oddać w częściową niewolę firmie „ubezpieczeniowej” (to nie jest adekwatna nazwa, lecz jest stosowana) i zapewnić sobie opiekę medyczną w jakimś określonym zakresie za przyszłą sprzedaż organów. Oczywiście z jednej strony nie jest to propozycja dla wszystkich, z drugiej nie zaniknie zapotrzebowanie na darmową, płynąca z daru serca pomoc. Pomoc ta zyska natomiast wymierną wartość, przestanie być lotkiem, a zacznie być intencjonalnie skierowanym darem.
Na koniec prośba w duchu wolności i odpowiedzialności: piszcie Państwo testamenty dość dokładnie. To nieładnie zrzucać na rodzinę odpowiedzialność za naszą własność, czy tą dziedziczoną, czy tą cielesną, którą należałoby rozdać, skremować czy pochować. Ja wiem, że nasze państwo nie ceni naszej własności. Niekiedy ma to związek z tabooidalnym traktowaniem katolickiej tradycji, ale niezmiernie przyjemnie byłoby rodzinie, gdyby zmarły wcześniej zadbał o swój pogrzeb i nie obarczał ich jeszcze tym brzemieniem. Oczywiście, nie pozostawić ich bez możliwości przeżycia żałoby, ale znaleźć złoty środek, by mieli czas ją przeżyć.
Ostatnie komentarze