Zazdrość i zawiść
Ks. prof. Janusz Mastalski napisał na swojej stronie o zazdrości (Walka z zazdrością) i niestety w większości nie mogę się z nim zgodzić z powodu pomieszania pojęć i zawężenia tematu – przynajmniej tak mi się wydaje.
Zazdrość nie jest czymś złym sama z siebie – zwykle bowiem nie jest pojedynczym uczuciem, ale konglomeratem. Jest „zazdrość + chcę”, „zazdrość + złość” i wreszcie jest zawiść, czyli „zazdrość + nie chcę” ewentualnie jeszcze „+ pycha”.
- Jeśli po prostu zazdroszczę, to jest to całkiem pożyteczne. „Chcę mieć to, co Ty” – super! Rób to! Do dzieła!
- Jeśli zazdroszczę, i jeszcze dochodzi mi grzech lenistwa i moje uczucie niższości – brak miłości siebie, brak wiary (to jest to, o czym pisze x. Mastalski), to już jest to groźne. Tu już istnieje jakaś decyzja, złość na siebie i na innego, że się tak czuję, że się porównałem. TU jest grzech.
- Wreszcie zawiść. To jest dno. Nienawidzę kogoś, bo COŚ ma, nienawidzę kogoś, bo ON to ma. Chcę go zniszczyć, bo jak on śmiał! Tu już oprócz grzechu jest jeszcze w nim zatwardziałość, bo ten etap jest nieosiągalny „z biegu” – nad takim grzechem trzeba wytrwale pracować, trzeba wznieść bardzo solidne fundamenty z pychy i lenistwa, żeby zawiść objawiła się w pełnej krasie.
Mój tekst nie jest contra – jest raczej uzupełnieniem. Ks. Janusz jest praktykiem konfesjonału – trzeba spojrzeć na jego tekst też z tej perspektywy. On spotyka właśnie w konfesjonale najczęściej ten drugi poziom i musi się zmagać z brakiem miłości do siebie i autoakceptacji. To wcale nie jest fajne.
Ostatnie komentarze