Wydaje mi się, że dobrze naszkicowały arenę sporu, i wskazały, że tą dziedziną absolutnie ekonomia nie ma prawa się zajmować. Pozostaje metafizyka i antropologia, bo de facto cały ten spór dotyczy człowieka.
Moja pierwsza myśl, która przyszła do mnie po usłyszeniu wieczorem o nowym pomyśle rządu odnośnie hazardu było „kto komu” – bo ile, to się da z grubsza ocenić – przy kontrakcie wartym 100 mln 10 mln „przepływa”. Kontrakt długoletni – kwota przychodu w ciągu 6 lat. Co oznacza, że w grze jest jakieś 10 mld. Oczywiście właścicieli kasyn jest mniej, niż właścicieli „jednorękich” – maja wiec przewagę w organizowaniu się…
Może mi ktoś tylko wyjaśnić, dlaczego jeszcze istnieją zwolennicy ustroju, w którym, jak to powiedział bohater pewnej produkcji TVNu: „co się polepszy, to się popieprzy”? No i jakim cudem można jeszcze twierdzić, że „dochody do budżetu wzrosną”? Ja oczywiście jestem za jak najszybszym bankructwem RP, ale bez przesady – RP jest jednak mniej faszystowska od RFN.
Jakie straty??? Co to maja być za straty? Straty z tytułu tego, że Polacy robią coś, co jest w Polsce nielegalne, wiec nie jest obłożone podatkami? Równie logiczne byłoby stwierdzenie, że Skarb RP traci miliard dolarów rocznie z powodu braku podatku od handlu nosorożcami białymi i innymi takimi… Czy zdanie Każdy ekspert to kompletny debil to oksymoron? Czy też może jest egzemplifikacja twierdzeń Gebbelsa o prawdzie?
Oczywiście, pobocznym pozostaje pytanie, czy „straty budżetu” są dla nas dobre, czy złe. Według mnie – dobre, według kolektywisty – złe. Ale wracając do powyższych twierdzeń – kolektywizm jest achrześcijański. Chmmm… A to było ma wiara.pl. Nie wiem, czy oni tam czytają informacje z PAP, czy je przepisują, czy tylko przeklejają.
Grzebiąc w sieci natknąłem się na wykład, który autor przerobił na prezentację na YouTube. Crash Course Chrisa Martensona – wykład w języku angielskim. Warto posłuchać.
ZUS ma problemy, ale zastosował do nich zasłonę dymną. Jest taka stara złodziejska sztuczka: krzyczy się „złodzieje”, a samemu pakuje się do kieszeni ile wlezie. Bo ZUSowskie problemy wcale nie leżą tam, gdzie pokazują je „ekonomiści” i „politycy”. Bazowym, podstawowym, genetycznym błędem, można by powiedzieć bez zbytniego naciągania – grzechem pierworodnym tego systemu jest przymus alokacji pieniądza w OFE i płacenia horrendalnego podatku na ZUS, co już dość dawno temu udowodnił 2grosze: na swoim blogu. I tyle – cała reszta to komentarze.
Jak dowiedziałem się od pana Tomasza Cukiernika, ściągnięcie 100 euro podatku kosztuje nasze państwo 2,45 euro. Jeszcze tylko chciałbym wiedzieć, jak skuteczne jest wydawanie tych pieniędzy. Bo sądzę, że w porównaniu do Stanów z lat 70 jesteśmy w dalekim tyle. Oni mieli wtedy 60% to ile my mamy teraz? 40%? 30%? I jeszcze druga strona medalu: ile kosztuje oddanie 100 euro? No i oczywiście problem bardzo trudno mierzalny (bo ten poprzedni jest stosunkowo łatwy do określenia): ilu euro nie zarobił średnio ten, który zarobił, bo go ścięły podatki…
Czy ważna jest struktura, czy ważniejsza jest wielkość podatków – jest to jedno z podstawowych pytań dotyczących tego problemu. Bardziej po stronie struktury stoi na przykład Centrum Adama Smitcha, z Panem Gwiadzowskim. Opozycyjne stanowisko zajmuje na przykład Pan Korwin-Mikke.
Koń jaki jest każdy widzi – lecz jednak nie każdy… Definicja kradzieży zależy bowiem od wyznawanej antropologii. Kradzież bowiem można ogólnie zdefiniować jako wykroczenie przeciwko własności – i jest to definicja zawsze prawdziwa, bowiem to w pojęciu własność kryją sie różnice w antropologii.
Ostatnie komentarze