Znamienne, że oszukiwanie, na przykład przez zawyżanie ceny za towar, św. Tomasz nazywa ?zranieniem bliźniego?. To jeden z najbardziej piętnowanych grzechów w Starym Testamencie. Ale Doktor Kościoła podaje roztropne rozróżnienie. Cena może być wygórowana, jeśli ta operacja nie wypływa z chciwości i chęci nadmiernego wzbogacenia się, lecz motywowana jest obawą, że utrata konkretnego dobra spowoduje jakiś rodzaj cierpienia lub niedostatku u sprzedającego.
Ksiądz Piórkowski pomylił się, podobnie jak cytowany przezeń św. Tomasz. Czytaj więcej…
Kilka myśli dotyczących wolnej bankowości nasunęło mi się pytanie, czy w takim systemie obietnica wypłaty nie jest towarem. Jest to zobowiązanie – wydaje mi się towarem, jak każdy inny. A w teorii ASE pieniądz jest także towarem, jak każdy inny, posiadającym jednak kilka cech czyniących z niego towar szczególny, bo szczególnie użyteczny dla pośrednictwa w handlu.
Ponadto – czy tego typu zobowiązanie nie jest pieniądzem (to trzeba by się bardziej zagłębić – na razie – nie wiem) i czy przypadkiem pieniądz fiducyjny nie jest tego typu towarem? (Tak, wiem – z poprzedniego zastanawiania się może wyjść, że pieniądz fiducyjny nie jest pieniądzem… ale to mnie akurat nie przeraża.)
Intelektualna odyseja stanowiąca podstawę zachodniej cywilizacji rozpoczęła się w starożytnej Grecji. Niestety, greckim myślicielom nie udało się pojąć najważniejszych zasad spontanicznego rynkowego porządku ani dynamicznego procesu współpracy w świecie, który ich otaczał. Podczas gdy to właśnie Grekom zawdzięczamy rozwój takich dziedzin jak epistemologia, logika, etyka, a nawet koncepcja prawa naturalnego, nie dostrzegli oni jednak potrzeby rozwoju dyscypliny poświęconej badaniu spontanicznych procesów współpracy społecznej, które tworzą rynek.
Zebrane razem informacje o poglądach starożytnych na gospodarkę: ojcowie filozofii byli twórcami jej grzechu pierworodnego – przekonania o zupełności własnego systemu. Istniały prądy, które doceniały wolność i własność, ale Wielka Trójka storpedowała w myśli europejskiej te trendy na kilkaset lat, oraz zasiała ziarno pozytywizmu, z którym zmagamy się do dzisiaj. Polecam lekturę.
Ja oczywiście twierdzę, że w tej sprawie stanowisko James L. Walkera, który pisał pod pseudonimem Tak Kak jest najbardziej zgodne z antropologią katolicką. Argumentem koronnym, który dołożyłbym do tej dyskusji jest fakt, iż to, że komuś coś daję nie obliguje tym samym tej osoby do wzajemności (tak na marginesie: jednym z filarów miłości, czyli i antropologii katolickiej, jest dawanie bezinteresowne). Jeśli natomiast daję mu to, umawiając się z nim, że nikomu więcej tego nie przekaże, to, jeśli złamie tę umowę – mogę mieć pretensję tylko do niego, a nie do tych, którym przekazał. Jest to zdecydowanie odmienna sytuacja, niż przekazanie np. krzesła. (Dla tych, co dalej nie rozumieją: bo każde krzesło jest tym konkretnym krzesłem, a żadna idea / informacja nie jest tą konkretną informacją.) Państwa zas uchwyciły się tego, by pozornie usprawiedliwić niesprawiedliwą przemoc.
Nie można mówić lub pisać, a do tego utrzymywać korzyści z milczenia.
Wydaje mi się, że dobrze naszkicowały arenę sporu, i wskazały, że tą dziedziną absolutnie ekonomia nie ma prawa się zajmować. Pozostaje metafizyka i antropologia, bo de facto cały ten spór dotyczy człowieka.
Moja pierwsza myśl, która przyszła do mnie po usłyszeniu wieczorem o nowym pomyśle rządu odnośnie hazardu było „kto komu” – bo ile, to się da z grubsza ocenić – przy kontrakcie wartym 100 mln 10 mln „przepływa”. Kontrakt długoletni – kwota przychodu w ciągu 6 lat. Co oznacza, że w grze jest jakieś 10 mld. Oczywiście właścicieli kasyn jest mniej, niż właścicieli „jednorękich” – maja wiec przewagę w organizowaniu się…
Może mi ktoś tylko wyjaśnić, dlaczego jeszcze istnieją zwolennicy ustroju, w którym, jak to powiedział bohater pewnej produkcji TVNu: „co się polepszy, to się popieprzy”? No i jakim cudem można jeszcze twierdzić, że „dochody do budżetu wzrosną”? Ja oczywiście jestem za jak najszybszym bankructwem RP, ale bez przesady – RP jest jednak mniej faszystowska od RFN.
Jakie straty??? Co to maja być za straty? Straty z tytułu tego, że Polacy robią coś, co jest w Polsce nielegalne, wiec nie jest obłożone podatkami? Równie logiczne byłoby stwierdzenie, że Skarb RP traci miliard dolarów rocznie z powodu braku podatku od handlu nosorożcami białymi i innymi takimi… Czy zdanie Każdy ekspert to kompletny debil to oksymoron? Czy też może jest egzemplifikacja twierdzeń Gebbelsa o prawdzie?
Oczywiście, pobocznym pozostaje pytanie, czy „straty budżetu” są dla nas dobre, czy złe. Według mnie – dobre, według kolektywisty – złe. Ale wracając do powyższych twierdzeń – kolektywizm jest achrześcijański. Chmmm… A to było ma wiara.pl. Nie wiem, czy oni tam czytają informacje z PAP, czy je przepisują, czy tylko przeklejają.
Grzebiąc w sieci natknąłem się na wykład, który autor przerobił na prezentację na YouTube. Crash Course Chrisa Martensona – wykład w języku angielskim. Warto posłuchać.
ZUS ma problemy, ale zastosował do nich zasłonę dymną. Jest taka stara złodziejska sztuczka: krzyczy się „złodzieje”, a samemu pakuje się do kieszeni ile wlezie. Bo ZUSowskie problemy wcale nie leżą tam, gdzie pokazują je „ekonomiści” i „politycy”. Bazowym, podstawowym, genetycznym błędem, można by powiedzieć bez zbytniego naciągania – grzechem pierworodnym tego systemu jest przymus alokacji pieniądza w OFE i płacenia horrendalnego podatku na ZUS, co już dość dawno temu udowodnił 2grosze: na swoim blogu. I tyle – cała reszta to komentarze.
Jak dowiedziałem się od pana Tomasza Cukiernika, ściągnięcie 100 euro podatku kosztuje nasze państwo 2,45 euro. Jeszcze tylko chciałbym wiedzieć, jak skuteczne jest wydawanie tych pieniędzy. Bo sądzę, że w porównaniu do Stanów z lat 70 jesteśmy w dalekim tyle. Oni mieli wtedy 60% to ile my mamy teraz? 40%? 30%? I jeszcze druga strona medalu: ile kosztuje oddanie 100 euro? No i oczywiście problem bardzo trudno mierzalny (bo ten poprzedni jest stosunkowo łatwy do określenia): ilu euro nie zarobił średnio ten, który zarobił, bo go ścięły podatki…
Ostatnie komentarze