Rekolekcje w Hermanicach 2004
Kolokwium Dominikańskie – Miłość, małżeństwo, rodzina
Na początek
Razem z Katarzyną marzyliśmy o rekolekcjach od dłuższego czasu. Właściwie o REKOLEKCJACH, a animowanie młodzieży oazo-ministranckiej na rekolekcjach w Żytomierzu jeszcze bardziej te nasze pragnienia wyostrzyły.
Jeszcze w maju znalazłem miejsce, gdzie chcieliśmy spędzić część wakacji: Hermanice. Na tym wyborze zaciążyły po równi nasz sentyment doDominików, jak i możliwość odbycia poszerzonego kursu przedmałżeńskiego w ramach tych rekolekcji. Tak więc cel został obrany – należało tylko czekać na 18 lipca. Nadszedł on szybciej, niż byśmy się spodziewali.
Do Hermanic dojechaliśmy przez Skoczów, gdzie mieszka mój serdeczny przyjaciel. Zabawiliśmy u niego kilka godzin, co przypłaciliśmy meldowaniem się na Hermanickiej Łące w rzęsistej ulewie, która jakby na złość postanowiła przeskoczyć granicę z Czechami i rozwinęła się właśnie nad nami.
Tu trzeba mi przerwać i więcej nieco napisać o polu, do którego należeliśmy przez tydzień. Łąka ta chowa się za kościołem i klasztorem (jak gdyby było się przed czym chować – toż to boczna uliczka bocznej uliczki…), z jednej strony ogranicza ją Wiata, a z drugiej łazienki. Gdzieś „pomiędzy” wciśnięta jest nowa kuchnia i jeszcze stary namiot z kuchnią polową – tak na wszelki wypadek…
To właśnie Wiata przygarnęła nas pod swoje szeroko rozwarte ramiona, gdy już nieco przemoczeni zawitaliśmy na łąkę.
Niedługo potem rozpoczęła się Msza Święta i poczuliśmy, że rozpoczęły się rekolekcje…
Nim zaszło Słońce deszcz ustał i mogliśmy rozbić namioty. Tak zakończył się nasz dzień przyjazdu i rozpoczęła się przygoda z Kolokwium.
Dzień na Hermanickiej łące
Dzień w Hermanicach zaczynał się Jutrznią. Lecz przedtem pobudka. Żadna pobudka nie jest zbyt przyjemnym doświadczeniem, lecz akurat te były znośne – przyjemna muzyka (poza jednym wyjątkiem) łagodnie wydobywała nas ze śpiworów. Wydobywanie to trwało czasami ciutkę zbyt długo i zniecierpliwieni bracia zaczynali modlitwy przy niepełnym stanie osobowym.
Po modlitwach i śniadaniu nadchodził wreszcie początek konferencji. Tu można było przeżyć oczarowanie nad płynnością wykładu pana Jacka Pulikowskiego. Od razu można było zauważyć w nim dobrego wykładowcę – bez kadzenia. Zarówno na żywo, jak i w książkach można zauważyć tę lekkość, która cechuje jedynie fascynatów znających siś na rzeczy.Nawet bracia Dominikanie byli mocno zafascynowani treściami przez niego podawanymi, szczególnie, że mówił to w sposób świadka, a nie teoretyka. Oczywiście wspierała te wysiłki najnowsza technika – laptop w roli magnetofonu spisywał się doskonale i podobno nawet będą wkrótce tego owoce.
Po konferencji przychodził czas na dyskusję w grupach. Ojjj… co tam się działo!W dyskusję włączali się nasi przewodnicy: Państwo Pulikowscy (na zdjęciu pani Jadwiga) i Państwo Góra. Czasami przybierały tak nieoczekiwany obrót, że trzeba było długich doprecyzowań.
W końcu dwa razy zrezygnowaliśmy z dyskusji w grupach na rzecz dyskusji panelowej w stylu pojedynku mikrofonów. Ta forma wydała nam się właściwsza, gdyż problemy poruszane na wykładach stawały się bardziej praktyczne, niż teoretyczne.
O godzinie 12 rozbrzmiewał na Hermanickiej łące dzwon, który stoi przed wiatą. Krótka modlitwa, chwila przerwy i do obiadu dalszy ciąg dyskusji.
Po obiedzie była chwila przerwy, po której rozpoczynały się zajęcia z kursu przedmałżeńskiego, lub wycieczka dla tych, których one nie interesowały.
Dla tych, którzy chcieli przemyśleć to, czego się dowiedzieli o piątej rozpoczynała się Adoracja, która trwała godzinę, a po której można było udać się na kolację. Ta była zjadana pospiesznie, gdyż już bracia zwoływali na próbę scholi, a po niej na Mszę Świetą.
Czas wieczorny, mimo że wolny i tak obfitował w wydarzenia. Otwarta była kawiarnia – bardzo ofiarnie prowadzona przez dziewczęta, pod wiatą odbywały się koncerty, no a poza tym w miejscowym teatrze można było oglądać takie spektakle jak: Zachód Słońca, Ksężyc, Chmury i gwiazdy, oraz jeszcze wiele, wiele innych.
Oficjalnie dzień kończył się wspólną modlitwą, podczas której tradycyjnie odmawia się Modlitwę kard. Newmana, i cisza nocną na polu namiotowym o 22.00. Lecz dla niektórych dopiero wtedy zaczynały się najważniejsze punkty programu.





Ostatnie komentarze