Rekolekcje w Hermanicach 2004

Sierpień 24th, 2009

Kolokwium Dominikańskie – Miłość, małżeństwo, rodzina

Na początek

Razem z Katarzyną marzyliśmy o rekolekcjach od dłuższego czasu. Właściwie o REKOLEKCJACH, a animowanie młodzieży oazo-ministranckiej na rekolekcjach w Żytomierzu jeszcze bardziej te nasze pragnienia wyostrzyły.

Habit dominikański

Bo do pracy to się trzeba przygotować...

Jeszcze w maju znalazłem miejsce, gdzie chcieliśmy spędzić część wakacji: Hermanice. Na tym wyborze zaciążyły po równi nasz sentyment doDominików, jak i możliwość odbycia poszerzonego kursu przedmałżeńskiego w ramach tych rekolekcji. Tak więc cel został obrany – należało tylko czekać na 18 lipca. Nadszedł on szybciej, niż byśmy się spodziewali.

Do Hermanic dojechaliśmy przez Skoczów, gdzie mieszka mój serdeczny przyjaciel. Zabawiliśmy u niego kilka godzin, co przypłaciliśmy meldowaniem się na Hermanickiej Łące w rzęsistej ulewie, która jakby na złość postanowiła przeskoczyć granicę z Czechami i rozwinęła się właśnie nad nami.

Tu trzeba mi przerwać i więcej nieco napisać o polu, do którego należeliśmy przez tydzień. Łąka ta chowa się za kościołem i klasztorem (jak gdyby było się przed czym chować – toż to boczna uliczka bocznej uliczki…), z jednej strony ogranicza ją Wiata, a z drugiej łazienki. Gdzieś „pomiędzy” wciśnięta jest nowa kuchnia i jeszcze stary namiot z kuchnią polową – tak na wszelki wypadek…

To właśnie Wiata przygarnęła nas pod swoje szeroko rozwarte ramiona, gdy już nieco przemoczeni zawitaliśmy na łąkę.

Wykłady pod wiatą

Wykłady pod wiatą

Niedługo potem rozpoczęła się Msza Święta i poczuliśmy, że rozpoczęły się rekolekcje…
Nim zaszło Słońce deszcz ustał i mogliśmy rozbić namioty. Tak zakończył się nasz dzień przyjazdu i rozpoczęła się przygoda z Kolokwium.

Dzień na Hermanickiej łące

Dzień w Hermanicach zaczynał się Jutrznią. Lecz przedtem pobudka. Żadna pobudka nie jest zbyt przyjemnym doświadczeniem, lecz akurat te były znośne – przyjemna muzyka (poza jednym wyjątkiem) łagodnie wydobywała nas ze śpiworów. Wydobywanie to trwało czasami ciutkę zbyt długo i zniecierpliwieni bracia zaczynali modlitwy przy niepełnym stanie osobowym.

Po modlitwach i śniadaniu nadchodził wreszcie początek konferencji. Tu można było przeżyć oczarowanie nad płynnością wykładu pana Jacka Pulikowskiego. Od razu można było zauważyć w nim dobrego wykładowcę – bez kadzenia. Zarówno na żywo, jak i w książkach można zauważyć tę lekkość, która cechuje jedynie fascynatów znających siś na rzeczy.Nawet bracia Dominikanie byli mocno zafascynowani treściami przez niego podawanymi, szczególnie, że mówił to w sposób świadka, a nie teoretyka. Oczywiście wspierała te wysiłki najnowsza technika – laptop w roli magnetofonu spisywał się doskonale i podobno nawet będą wkrótce tego owoce.

Po konferencji przychodził czas na dyskusję w grupach. Ojjj… co tam się działo!W dyskusję włączali się nasi przewodnicy: Państwo Pulikowscy (na zdjęciu pani Jadwiga) i Państwo Góra. Czasami przybierały tak nieoczekiwany obrót, że trzeba było długich doprecyzowań.

Pani Jadwiga Pulikowska słucha męża...

Pani Jadwiga Pulikowska słucha męża...

Jacek Pulikowski i jesen z uczestników.

Jacek Pulikowski i jesen z uczestników.

W końcu dwa razy zrezygnowaliśmy z dyskusji w grupach na rzecz dyskusji panelowej w stylu pojedynku mikrofonów. Ta forma wydała nam się właściwsza, gdyż problemy poruszane na wykładach stawały się bardziej praktyczne, niż teoretyczne.

O godzinie 12 rozbrzmiewał na Hermanickiej łące dzwon, który stoi przed wiatą. Krótka modlitwa, chwila przerwy i do obiadu dalszy ciąg dyskusji.

Po obiedzie była chwila przerwy, po której rozpoczynały się zajęcia z kursu przedmałżeńskiego, lub wycieczka dla tych, których one nie interesowały.

Wreszcie...

Wreszcie...

Dla tych, którzy chcieli przemyśleć to, czego się dowiedzieli o piątej rozpoczynała się Adoracja, która trwała godzinę, a po której można było udać się na kolację. Ta była zjadana pospiesznie, gdyż już bracia zwoływali na próbę scholi, a po niej na Mszę Świetą.

Czas wieczorny, mimo że wolny i tak obfitował w wydarzenia. Otwarta była kawiarnia – bardzo ofiarnie prowadzona przez dziewczęta, pod wiatą odbywały się koncerty, no a poza tym w miejscowym teatrze można było oglądać takie spektakle jak: Zachód Słońca, Ksężyc, Chmury i gwiazdy, oraz jeszcze wiele, wiele innych.

Oficjalnie dzień kończył się wspólną modlitwą, podczas której tradycyjnie odmawia się Modlitwę kard. Newmana, i cisza nocną na polu namiotowym o 22.00. Lecz dla niektórych dopiero wtedy zaczynały się najważniejsze punkty programu.

Komentarze są zamknięte