Unde Malum – filozoficzne problemy uzasadnienia Boga

Czerwiec 20th, 2007

A.D. 2006

Nawigacja

Wstęp góra

Unde Malum? – to jedno z podstawowych pytań zadawanych przez filozofie Boga. Szczególne ważne, gdy przyjmuje się, że Bóg jest dobry. Dlaczego istnieje zło, jaka jest jego teleologia? Dlaczego istnieje cierpienie?

W rozważaniach filozoficznych i teologicznych terminy zło i cierpienie mieszają się i przeplatają, wywołując zarówno ożywienie dyskusji, jak i pewne pomieszanie. W mitologiach zło i dobro współistnieją, czasami świat jest tworzony wbrew bogu, czasami wbrew złemu, lecz przy wykorzystaniu tego drugiego, co w przejrzysty sposób uzasadnia rozłam aksjologiczny świata. Kiedy indziej odsuwa się boga, by zaakcentować jego transcendencję, niejako pośrednio winiąc ją za stan świata.

Jedno jest pewne – jakakolwiek odpowiedź musi być w pewnym sensie niezupełna, by być prawdziwa, bowiem autorytatywne stwierdzenie pozostawia człowieka dotkniętego przez zło, a wiec takiego, który najpilniej potrzebuje odpowiedzi samotnego, a równocześnie skażonego.

W niniejszej pracy pragnę przypatrzyć się różnym odpowiedziom, które na to pytanie dawali ludzie w historii.

1. Zło jako równe dobru góra

Zło jako istniejące tak samo jak dobro to pierwsza, intuicyjna odpowiedź człowieka. Zło w pierwotnym odbiorze jawi się jako namacalne, równie namacalne, a czasami nawet bardziej obecne, niż dobro. To zło trzeba obłaskawić, żeby nie zrobiło krzywdy. Dobro i tak dobro czynić będzie. Po głębszej analizie tego obrazu trzeba zauważyć, że wynika z niego pierwotność dobra nad złem, lecz to właśnie to wtórne dobro trzeba obłaskawiać.

2. Zło jako kara góra

Czasami i dobry, sprawiedliwy bóg, opiekujący się plemieniem czy narodem karał za odwrócenie się od niego. W świecie greckim takim przykładem kary za obrazę bogów jest tragedia, która spotkała Edypa. Tam Bogowie nie byli wyrozumiali – o ile z chrześcijańskiego punktu widzenia Edypa zawinił przeciw ojcu, o tyle z punktu widzenia mitologii greckiej on jedynie popadł w fatum.

Z podobnym problemem zmagali się autorzy biblijnej opowieści o Hiobie. Należy zwrócić uwagę, że Ksiega ta powstawała w trzech etapach pisanych. Początek jej i koniec jest typowym dla okresu przed rozbiciem państwa opowiadaniem moralnym o nagrodzie za dobro i karze za zło, jednak już z dodanymi w trakcie redakcji piśmienniczej wstawkami o konieczności zawierzenia Bogu. Oczywiście dotyczy to nagrody doczesnej. Później, dodano poemat, w którym rozwinięto wątek cierpienia niezasłużonego. Na końcu dodano hymn na temat nawrócenia.

Należy zwrócić uwagę, że tezy, zawarte w opowieści o Hiobie zmieniają pojecie kary. Kara za grzech, próba, a wreszcie troska Boga o nawrócenie człowieka.

Do św. Faustyny Kowalskiej Jezus powiedział, że gdy ktoś grzeszy, najpierw On go napomina, potem odbiera mu wszystko, a gdy to nie pomaga – spełnia wszystkie pragnienia grzesznika. Oznacza to między innymi, że oddzielenie od Boga i od jego mądrości powoduje samozagładę. Dopuszczenie zła jako kary, napomnienia jest ukazaniem konsekwencji wyboru – czym bowiem jest wybór, gdy zaniedbuje się jego konsekwencje? Czyż nie jest zniewoleniem?

3. Zło w świecie a Bóg poza światam góra

Znacznie późniejsze rozważania nad złem doprowadziły znowu do odpowiedzi, tym razem na gruncie gnostycyzmu. Bóg nie stworzył świata – stworzyły go istoty niedoskonałe. Zły zawładnął materią – Bóg duchem. Wydobycie się z tego kręgu jest możliwe jedynie przez wiedzę. Wiedza ta, gnoza była konieczna do procesu wyzwolenia się zarówno z ciała, jak i z duszy. Pierwiastkiem Boskim była pneuma, czyli duch. Odrywanie się od świata następowało zarówno przez rytuały czy misteria, jak i przez niszczenie siebie zarówno w ascezie, jak i w rozpuście.

Z jednej wiec strony zło obecne w świecie w ogóle było sprzeczne z zainteresowaniem Boga, z drugiej strony grzech dla pneumatyka także nie istniał – moralność bowiem jest pochodną psychiki i nadana została przez demiurgów i archontów – byty podrzędne Bogu i złe. Lecz jednak w człowieku istniała boska iskra, która walkę ze złem w ogóle umożliwiała.

Chrześcijaństwo odpowiedziało na gnozę doktryną manichejską, którą przed nawróceniem wyznawał Augustyn.

4. Zło jako kontrast dla dobra góra

Na tę przewrotną teorię usprawiedliwienia Boga za zło wpadł Liebnitz. On to zresztą był twórcą terminu Theodikea, czyli próby usprawiedliwienia Boga za zło. Zło miało być według niego gwarantem zaistnienia największej możliwej ilości dobra. Dobro bowiem potrzebuje kontrastu, tak jak światło potrzebuje cienia. Zło wyzwala jeszcze więcej dobra, a dobro jest bardziej określone w aspekcie zła.

Pociągając to rozumowanie dalej, natrafiamy na mur: zło byłoby zaczynem dobra. Dobro bez zła stałoby się niezupełne. Usprawiedliwienie Boga zamienia się w usprawiedliwienie zła.

Czyż takie twierdzenie nie jest w pewnym sensie bluźnierstwem? Podobnie w tym kontekście brzmią teorie następne, które również twierdzą w pewnym sensie, że dobru potrzebne jest zło.

5. Zło jako brak góra

Teorię tę, teorię prywacyjną zła, podnosiły rzesze myślicieli, szczególnie chrześcijańskich. Pierwszym bodajże, który jasno ją sprecyzował był Plotyn, z którego czerpał Augustyn, przenosząc jego myśl na grunt chrześcijański. Następnie znalazło to odbicie w tomizmie, a także i u wspominanego Liebnitza widać pomysły nawiązujące do tego rozumowania.

Zło według tej doktryny wywodzi się z zaburzenia porządku w boskim stworzeniu. To brak przyrodzonego porządku i nasze zanurzenie w czasie jest przyczyną zła. Tak jak wolność człowieka pozwala mu burzyć boski porządek popadać w grzech.

Liebnitz rozszerzył to rozumowanie także na grzech. To nasze wybory powodują, że człowiek mniej dąży do dobra, w związku z czym subiektywnie jest postrzegany jako zły.

Jednym z wniosków wynikających z takiego ujęcia zła jest to, że zło udaje dobro. Zło kłamie, gdyż człowiek z samej swojej natury wybiera dobro, lub to, co postrzega jako dobro. Tezę tę za Augustynem powtórzył Tomasz, a współcześnie Tishner.

Trochę inna wersja tego wniosku dotyczy wyboru dobra. Nie można przecież wybrać zła – można jedynie mechanicznie, jak złośliwe dziecko powtarzać Bogu na białe – czarne i na tak – nie. Wynika z tego, że zło nie jest symetryczne – totalne zaprzeczenie nigdy nie jest ze względów logicznych – odwrotnością dobra. Dlatego zaprzeczając złu nie można prawdziwie budować dobra – buduje się tylko inny rodzaj zła.

Jak wynika z tej teorii – zło w rzeczywistości nie istnieje. Tomizm zdefiniował zło w sposób nieco kontrowersyjny jako brak w bycie zdolnym ową brakującą jakość posiadać.

6. Zło nieokiełznane góra

Jeśli Bóg jest wszechmocny i dobry, to żeby zaistniało zło na świecie musiałby być całkowicie niezrozumiały. To doprowadziło Hansa Jonasa, twierdzącego, że Bóg jest zrozumiały, d
o stwierdzenia, iż stopniowo wyzbył się swojej wszechmocy dla tego, by mogło powstać cokolwiek, co nim nie jest. Bóg jest więc ograniczony, ale tak bardzo, że w sposób jedynie skończony przewyższa człowieka.

Innym, przytaczanym przez Jonasa argumentem na rzecz ograniczoności Boga jest jego teza, jakoby każdy absolut z samej definicji redukuje swą absolutność, przez fakt, iż nie może się zmagać z niczym, czego by nie negował całkowicie. A wobec braku zmagania nie jest możliwe stwierdzenie absolutności ani wolności, ani wszechmocy, ani dobra.

Jonas nie widzi, albo nie chce dostrzec, że co prawda Bóg jest wszechmocny, absolutnie dobry i wolny, to jest jeszcze nieskończenie odpowiedzialny. Żydowska myśl w ogóle nie chce dostrzec faktu, iż Szoach nie był największym nieszczęściem, jakie spotkało ludzkość. Jeśli jednak patrzeć na Szoach jedynie z punktu preferowanej przez znaczną część żydów ideologii nadludzi – Żydów, to chociażby to, że są w stanie lamentować nad dolą Izraela, że w ogóle mogą jeszcze przejmować się losem swego narodu już jakoś dyskwalifikuje ich szczerość.

Jonas de facto neguje Boga, który nie zrobiłby tego, co on wymyślił. W sposób wręcz absurdalny akcentuje racjonalność Boga, przy czym za źródło racjonalności nie stawia Boga, lecz siebie. Bóg wycofuje się tak bardzo, że człowiek Go przewyższa…

7. Zło jako grzech góra

Program ten streszcza się w stwierdzeniu, że podstawa większej części dyskusji dotyczącej istnienia zła opiera się na pomyleniu pojęć: zło fizyczne, czy metafizyczne nie jest w rzeczywistości złem. Pierwsze jest cierpieniem, nieszczęściem, drugie jest pozorne i wynika z naszej nikłej możliwości poznania świata.

Przytoczony podział stworzył wspominany Liebnietz. To on dokonał rozdziału zła na zło fizyczne, metafizyczne i moralne. Do krytyków zasadności tego podziału należał zaś między innymi Tischner. To pomylenie pojęć, a także kierowanie się podobnymi negatywnymi emocjami (niektórzy nawet mówią o złych emocjach!). Zły pies, niedobre dziecko i tym podobne. Jeśli jednak ktoś zepsuł psa, zepsuł dziecko, to nie jest to przyczyna, nie jest to zło właściwe, lecz właśnie skutek zła.

Jednak nawet jeśli zło moralne to inne określenie grzechu, czyli świadomego nie wybrania dobra to pozostaje problem jego skutków. Cierpienie czy nieszczęście można poznać na gruncie spotkania i próby wczucia się w sytuację tej drugiej osoby. To jest zadanie dla filozofii. zadanie o tyle trudne, że cierpienie czy nieszczęście odosabnia. Osoba cierpiąca zostaje sama ze swoim nieszczęściem, nie jest w stanie podjąć komunikacji, a równocześnie jej potrzebuje. Zadaniem filozofii w takim przypadku jest zbadanie możliwości dotarcia do człowieka w cierpieniu, dotarcie zatem i do tej prawdy o człowieku, która zawiera się w cierpieniu.

8. Cierpienie a zło góra

Co by było, gdyby, przecież dobry, Bóg zabrał nam cierpienie. Nie dalibyśmy rady poznać zła inaczej niż przez duchowość. Ale co z ciałem? człowiek jest wszak stworzeniem cielesno-duchowym? Cierpienie nie tylko wydaje się potrzebne, lecz ukazuje jeszcze większy sens w aspekcie cierpienia Jezusa czy innych sprawiedliwych. Cierpienie może budować człowieka, może być ofiarą, może być ceną, która określa wartość wymiany gdy sprzedajemy siebie, swą duszę. Ustalenie ceny pozwala dostrzec wartość, jaką sami przykładamy zarówno do swojej duszy, jak i przekonań.

Gdyby cierpienie zostało przez Boga usunięte, to trzeba zauważyć, że są dwa rodzaje cierpienia, ze względu na przyczynę. Pierwszy to taki, który wynika z grzechu innej osoby wprost, lub z niewielkim pośrednictwem. Takie cierpienie ma sens wyraźnie głęboki – ukazuje ofierze, prześladowcy a także postronnym relacje między złym aktem, a cierpieniem. Gdyby takiego cierpienia zabrakło, to zabrakło by też w poznaniu zła tej podstawowej relacji, na której budujemy naszą wizję świata – relacji przyczynowo-skutkowej. Konieczne jest więc istnienie cierpienia ofiary, by podkreślić źródło.

Drugim rodzajem jest cierpienie, którego nie jesteśmy w stanie wywieść z grzechu. Pojawia się pytanie, czy na pewno nie jesteśmy w stanie stwierdzić udziału grzechu w tym cierpieniu. Taka ścisła i absolutna weryfikacja usunęłaby większość cierpień ludzi.

Lecz co, gdy cierpi niewinny i nie stoi u źródeł tego cierpienia grzech? Czy takie cierpienie nie jest nam potrzebne z tego względu, byśmy nie banalizowali cierpienia? Prawdę mówiąc, niewiele jest takich przykładów na cierpienie, które raczej nie łączy się z grzechem. Wówczas usprawiedliwieniem dla cierpienia jest nasze poznawanie świata – cierpienie ogólne jest cierpieniem uzasadniającym cierpienie człowieka.

9. Zły pasterzem zła góra

Osobowa postać zła, czy to jako boga, demiurga, anioła upadłego czy człowieka występowała w kulturze od zawsze. Zło wydaje się bowiem tak przytłaczające, tak przebiegłe i bezlitosne, że jedynie ktoś, a nie coś mogłoby to powodować. Jednak roztropniej jest przyjmować gorszą ewentualność, że zło jest rozumne, że zło poluje, tak jak u św. Pawła „lew ryczący krąży”.

Zakończenie góra

Cierpienie, zarówno somatyczne, jak i psychiczne jest pewnym stanem negacji siebie, przekroczenia siebie, transcendencji, jak powiedziałby Wojtyła. Powoduje, że człowiek staje się inny.

Z kolei grzech dotyka swoimi skutkami wszystkich dookoła – grzech brudzi. Grzechem można się zarazić. I nie jest istotne w przyjęciu nawrócenia, czy Zły jest pasterzem grzechu, czy nie istnieje – istotna jest sama postawa wyboru Boga, odwrócenia się od zła.

Filozofowie starali się Boga za zło oskarżać, albo przed nim bronić, albo dostrzegać zło jako jedno z konsekwencji Bożego daru. Jedno pozostaje niezaprzeczalne – fenomen zła istnieje i jest namacalny. Można go dobiegnąć przez świat, przez nieuwagę, przez inną osobę, czasami zła dotykamy przez zanurzenie się w sobie. Lecz człowiek w ten sam sposób może dosięgnąć dobra. Z tego wynika, że dobro, Bóg, na pewno nie jest słabszy od zła, czy Złego, a z większości uzasadnień zła wynika jasno, że Bóg jest silniejszy. Myśliciele idący pod prąd, wykazujący siłę zła równocześnie w pewien sposób ubóstwiają człowieka. Czy jednak człowiek potrafi sam poradzić sobie ze złem, skoro to tak bardzo rani?

Komentarze są zamknięte